Twórz zespoły, które najedzą się dwiema pizzami

Budując swoje wysyłkowe imperium Jeff Bezos kierował się kilkoma zasadami. Jedną z nich była reguła dwóch pizz, która do dzisiaj stanowi filar dobierania ludzi w zespoły w Amazonie. Zamów pizzę i smacznej lektury!

Reguła jest bardzo prosta

Jeśli nie możesz nakarmić zespołu za pomocą dwóch pizz, to znaczy, że jest on za duży.Jeff Bezos, twórca Amazona

W tej regule chodzi oczywiście o kryterium ilościowe, które często jest uważane za mniej istotne, niż np. poziom kompetencji członków zespołu. Wiadomo też, że chodzi o pewne umowne wielkości, bo sam mógłbym zjeść pół pizzy i nie czuć się najedzonym. Zasadniczo wszystko sprowadza się do tego, że zespół powinien liczyć od 5 do 7 osób. To optymalne wielkości, a cała reguła podyktowana jest naszymi umiejętnościami komunikacyjnymi.

Podobno sam Bezos nie przepada za komunikacją międzyludzką twierdząc, że czyni ona więcej złego niż dobrego. I w zasadzie można się z nim zgodzić, szczególnie jeśli zważymy na fakt, że praktykujemy ją od dziesiątek tysięcy lat, a mimo to porozumiewanie się z innymi ludźmi nadal wychodzi nam słabo.

Łatwiej dogadasz się na domówce, niż na weselu

Efektywniej ludzie pracują w niewielkich zespołach, rozlokowani w pojedynczych pomieszczeniach, niż np. na open space’ach. Tam jest głośno, ciągle ktoś gdzieś się spieszy, wszyscy dookoła zajmują się innymi projektami niż Twój, tworzą się podzespoły i podgrupy interesów. Chyba nie ma nic gorszego od open space, który kojarzy mi się z jednym, wielkim weselem. Sam preferuję domówki, gdzie w kameralnym gronie spotykam się z przyjaciółmi. Bez zbędnego rozgardiaszu. I tak też wolę pracować – w małych zespołach, których funkcjonowanie opiera się na jednym, wspólnym celu i które są w stanie najeść się dwoma pizzami.

To, że jest nam łatwiej się porozumieć (i de facto cokolwiek zrealizować) w mniejszej grupie nie jest chyba żadnym zaskoczeniem. Ale nie tylko kwestie komunikacyjne są tu najważniejsze. Chodzi jeszcze o niezależność członków zespołu oraz szybkość podejmowania decyzji. Jeśli w osiągnięcie danego celu angażujemy zbyt wiele osób, paradoksalnie może się okazać, że efektywność naszych działań zmniejszy się, a czas niezbędny do realizacji zadania wydłuży.

Wszystko rozbija się o ilość powiązań, jaka tworzy się między członkami zespołu. Im ich więcej, tym komunikacja staje się coraz trudniejsza.

Im większy zespół, tym trudniejsza komunikacja

Wspomniałem, że reguła dwóch pizz odnosi się do kryterium ilościowego członków zespołu. Cała koncepcja ma jednak drugie dno, które zdefiniował J. Richard Hackman – psycholog biznesu oraz ekspert ds. procesu grupowego. Clue całego zagadnienia zbiega się do ilości powiązań, jakie tworzą ludzie pracujący ze sobą. Całą teorię Hackman zawarł w prostym równaniu matematycznym:

ilość powiązańmiędzy członkami zespołu (1)

Im więcej osób pracujących przy jednym projekcie, tym większa liczba powiązań między nimi. To prowadzi do wzrostu poziomu komplikacji na płaszczyźnie relacji międzyludzkich, a do tego ma ogromny wpływ na szybkość podejmowania decyzji oraz samą efektywność grupy. Coraz trudniej jest nią zarządzać.

  • 5 osobowy zespół to 10 połączeń między jego członkami
  • 10 osobowy zespół to już 45 połączeń
  • 50 osobowa firma to 1225 połączeń, którymi ktoś musi zarządzać.

Więcej nie znaczy szybciej

Złudnym jest przekonanie, że dołączenie kolejnych pracowników do projektu sprawi, że szybciej zostanie on ukończony. Zwiększona ilość powiązań między nimi zrobi swoje – wpłynie na komunikację, podejmowanie decyzji oraz branie odpowiedzialności za realizację zadań. Nie jest to reguła, ale może się okazać, że zbyt wielu pracowników zaangażowanych w projekt sprawi, że zostanie on ukończony jeszcze później.

Uwaga, czas na kilka nazwisk i wyniki pewnego eksperymentu. Bradley Saats, Katherine Milkman oraz Craig Fox przeprowadzili doświadczenie, w którym dwa zespoły miały zbudować określoną konstrukcję z klocków LEGO. Okazało się, że dwuosobowy skład poradził sobie z tym zadaniem w 36 min, z kolei czteroosobowej grupie zajęło to 56 minut. Potrzebowali na ukończenie zadania aż 44% więcej czasu, niż o połowę mniejszy team. Skąd taka różnica w czasie?

O samym badaniu możesz przeczytać tutaj.

Bo jak nie my to kto?

Badacze podają zgodnie, że to co „spowalnia” zbyt duże zespoły (poza aspektami komunikacyjnymi) to przesadna pewność siebie. Idzie ona w parze z myśleniem, że skoro jest nas więcej, to na pewno sobie poradzimy. W eksperymencie z LEGO pytano uczestników o to, jak według nich uda im się poradzić z zadaniem. Liczniejsza grupa przejawiała zwiększony optymizm aż o połowę.

125 letni eksperyment

Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy przykład doświadczenia z LEGO ma w ogóle rację bytu. Przypomniało mi się, że ostatnio czytałem artykuł (nie pytaj gdzie, bo nie pamiętam) rozwiewający mity na temat polskiej husarii. Niezależnie od tego, czy huzarzy mieli przytroczone do pleców pióra czy nie jedno jest pewne. Na przestrzeni 1500-1625 r. (125 lat trwania eksperymentu!) nie ponieśli ani jednej porażki. Ich siła bynajmniej nie była podyktowana liczebnością. Zazwyczaj musieli walczyć z przeważającymi siłami wroga, np. 1610 r. przeciw Rosjanom (stosunek wrogich żołnierzy do husarii 6:1).

Oczywiście o skuteczności husarii nie świadczyła tylko stosunkowo niewielka liczba żołnierzy walczących w tej formacji, ale na kanwie całego tego wpisu jest to dosyć ciekawy punkt widzenia. Jak sądzisz?

Samotność w grupie

Istnieje też niebezpieczeństwo wystąpienia pewnego zjawiska, które może diametralnie osłabić efektywność oraz komunikację międzyludzką w zbyt licznym zespole. Jego członkowie mogą odczuwać zwiększony stres, wywołany tym, że grupa nie jest ze sobą scementowana, a oni sami nie wiedzą do kogo zwrócić się o pomoc w sytuacjach kryzysowych. Brakuje im wsparcia oraz zwykłej empatii, którą mogliby dostać w mniej licznym teamie. Ludzie stają się anonimowymi i wykonawcami zadań, co przekłada się psychiczny dyskomfort.

Zdecydowanie trudniej realizować cele organizacji, kiedy jej pracownicy nie znają się z imienia i jedyne, co ich łączy, to ten sam dzień realizacji przelewu z pensją.

Też kiedyś byłem anonimowy
Dawno, dawno temu pracowałem w pewnej korpo na open space. Nie narzekałem na zarobki, ale denerwował mnie brak kontaktu z innymi. Niby byłem w jakimś zespole, ale zupełnie tego nie czułem. Poszedłem do tej pracy z myślą o zarobieniu na samochód. Po trzech miesiącach zarobiłem i odszedłem.

Jak najeść się dwiema pizzami

Ilu członków powinien mieć idealny zespół? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wspominany w artykule Hackman sugeruje przedział od 5 do 7 osób. Z kolei amerykańscy Navy Seals operują w czteroosobowych drużynach. Dla nich to optymalna liczba. Według mnie efektywny zespół powinien zamknąć się maksymalnie w 10 osobach. Jeżeli grupa zaczyna robić się liczniejsza, należy pomyśleć o tym jak połączyć jej członków w mniejsze teamy.

Ludzi nie dzieli się na zespoły/grupy/drużyny. Ludzi łączy się w zespoły/grupy/drużyny. Pamiętaj o tym 🙂

Kolejną sprawą jest zadbanie o to, żeby ludzie w zespole czuli się ze sobą zintegrowani. Chodzi o uniknięcie stanu samotności w grupie. Najprościej osiągając to przez np. organizowanie wspólnych lunchów czy przestrzeni dla pracowników do spędzania wolnego czasu poza codziennymi zadaniami. Nie podaję przykładów – wszystko zależy od kreatywności osób zarządzających firmą.

A iloma pizzami może się najeść Twój zespół?

  • Paulina Basta

    Maciek, bardzo dobry wpis na początek dnia. Opłacało się czekać (i kibicować spod lady). Mam kilka komentarzy…
    a) sama lubię pracować na open space’ach… pewnie dlatego, że tak zostałam „wychowana”. Lubię tę wibrację, a poziom hałasu zupełnie mi nie przeszkadza. Dodatkowo, mam poczucie, że jestem w centrum świata…świat dzieje się właśnie tam.
    b) Moja prywatna granica dobrego/zgranego/efektywnego zespołu to nie 5-7, ale 15-17 osób. Kiedy zdarzało mi się przekraczać poziom 20 osób w zespole, coraz trudniej było mówić zespole, jakiejś „wspólnocie” (choć to słowo nie ma w Polsce najlepszego PRu;-).
    c) zasady dwóch Pizz (ciekawe czy to się tak odmienia) nie znałam. Zapamiętuję i zaciągam do siebie:) Fajna.
    Miejcie dobry dzień. Cieszy, że wróciliście do żywych:-)

    • Hej! 🙂
      Ważne to wiedzieć, gdzie są nasze granice (i ile trzeba zjeść, żeby się najeść 🙂 ). Co do „powrotu do żywych” pojadę cytatem: to, że lew nie ryczy, nie znaczy, że śpi ;))