Czy w trakcie burzy mózgów można krytykować pomysły? Tak.

Ostatnio trafiłem w sieci na trailer „To się w głowie nie mieści” studia Pixar. Pozytywnie zaskoczony konwencją filmu zacząłem się zastanawiać, jak oni wpadają na takie pomysły (ludzie z Pixara). No i się dowiedziałem. Okazuje się, że wszystko zależy od właściwego udzielania informacji zwrotnej i burzy mózgów. 

Smutna historia, którą prawie każdy z nas przeżył

Dawno, dawno temu podczas pewnego spotkania roboczego mieliśmy dyskusję na temat podniesienia efektywności naszego zespołu. Oczywiście chodziło o zwiększenie słupków sprzedaży. Wcześniej teamleader poprosił wszystkich o przygotowanie przed spotkaniem kilku pomysłów, które mogłyby poprawić naszą sytuację. Burza mózgów miała być lekiem na całe zło. Co jak co, ale to jest częste (i do tego błędne) myślenie.

Spotkanie miało następujący przebieg: członkowie zespołu podrzucali swoje pomysły, a chwilę później teamleader udzielał informacji zwrotnej w stylu: „Nie, to się nigdy nie uda”, „Tego już próbowaliśmy i nie wyszło” Itd.

Nawet, jeśli w tej plątaninie propozycji większość nie miała szansy powodzenia, to na pewno znalazłaby się jedna albo dwie, które mogły zwiększyć nasze szanse na realizację targetów. Mogły, ale one nawet nie wybrzmiały, bo gdy ludzie ciągle słyszęli „Nie” w różnych konfiguracjach, to prędzej niż później zamykali się w sobie razem ze swoimi pomysłami. Nawet nie pokusiliśmy się o to, żeby chociaż na chwilę zatrzymać się przy tych propozycjach, które zostały od razu odrzucone.

Wartościowe propozycje nigdy nie wybrzmiały, bo nie było dla nich przestrzeni. Teamleader chociaż bardzo chciał wyjść z impasu, nie potrafił stworzyć swoim ludziom warunków do tego, żeby mogli wykazać się kreatywnością. Pełna klęska. Z tekstu Mariusza już wiecie, że krytyka pomysłów w trakcie burzy mózgów nie jest właściwą strategią. Zgodzę się, a nawet będę przeciw.

Przyzwolenie na krytykę stoi za sukcesem Pixara

Wróćmy z powrotem do Pixara i jego strategii wytwarzania filmów.

Statystyki, które mówią prawie wszystko
Pixar stworzył takie animacje jak „Toy Story”, „Gdzie jest Nemo?”,”Potwory i Spółka” oraz wiele innych. Za skutecznością i pomysłowością studia przemawiają statystyki. Od czasu swojego powstania Pixar zdobył 12 Oskarów, 6 Złotych Globów i 11 nagród Grammy.

Produkcja filmu w Pixarze wygląda następująco. Animatorzy siadają do pracy i tworzą kolejne sceny nowego filmu. Jedna scena to około 4 sekund, a na te przypada aż sto klatek animacji! Doświadczony animator jest w stanie wyprodukować około dwudziestu klatek dziennie. Zazwyczaj jeden człowiek pracuje maksymalnie nad dwiema scenami jednocześnie. Każdego ranka animatorzy spotykają się ze sobą i dyskutują na temat tego, co udało im się wyprodukować poprzedniego dnia oraz omawiają plan działania na nadchodzące osiem godzin pracy. W trakcie tych spotkań skupiają się na generowaniu nowych pomysłów i dopracowywaniu starych. I to jest właśnie kluczowy element ich pracy.

Dyskusja nie jest tylko omówieniem postępów, jakie poczynił animator w produkcji poszczególnych scen. Ludzie z teamu wiedzą, że za chwilę mogą stanąć w krzyżowym ogniu krytyki. Nikt jednak nie ucieka na myśl o porannym spotkaniu. Wszystko przez to, że sama krytyka w Pixarze jest niemile widziana, bo krytykować potrafi każdy.

Byle kto jest dobry w krytykowaniu pomysłów innych
Jeśli mnie pamięć nie myli, Edward de Bono w swoich „Sześciu myślowych kapeluszach” nieźle wytłumaczył, dlaczego bycie krytykiem to żadna sztuka.

Nie musisz się nawet nawet na tym znać, żeby skrytykować jakieś rozwiązanie. Krytykując zawsze stawiasz siebie na wygranej (w swoim mniemaniu) pozycji, chociaż często jest tak, że wszystkim dookoła wskazujesz drogę donikąd.

PLUSSING

Krytyka w Pixarze jest mile widziana, ale tylko wtedy, kiedy idzie za nią wartość dodana. Zasada jest bardzo prosta: chcesz storpedować czyjś pomysł? Świetnie, tylko lepiej żebyś miał w zanadrzu jeszcze lepsze rozwiązanie. To właśnie „plussing”. I niby nie jest to nic odkrywczego, ani zaskakującego, ale wyobraź sobie w jak wielu organizacjach nikt nawet przez moment o czymś takim nie pomyślał.

Sam „plussing” nawiązuje do sztuki improwizacji, której główna zasada mówi o tym, żeby przyjmować wszystkie oferty (zaakceptuj pomysł i go zmodyfikuj, zamiast jednoznacznie odrzucić). Metoda ta nawiązuje też do analizy transakcyjnej Erica Berne’a.

Chodzi o to, żeby w trakcie dyskusji wyjść z roli „rodzica” i debatować w skórze „dorosłego”. Co to znaczy? Pracownicy Pixara szukają nowych rozwiązań w oparciu o zasady partnerstwa i nawet, jeśli teamleader proponuje słabe rozwiązania, jego podwładni są zobowiązani do tego, żeby mu to uświadomić. Ważnym elementem „plussingu” jest odpowiedni sposób krytykowania pomysłów przez animatorów.

„Tak, i…” zamiast „Tak, ale…”

Zauważyłeś może, że zawsze jak ktoś zgadza się z Tobą, a potem dorzuca jeszcze słowo „ale”, to tak, jakby wszystko na co przytaknął zostało właśnie wymazane z kontekstu*? Przykład: Zgadzam się, ale zróbmy to po mojemu.

Idea „plussingu” zakłada używanie formy „tak, i…”, która sprawia, że konkretny pomysł nie jest odrzucany od razu, tylko zmieniany i modyfikowany podczas dyskusji. A poza tym osoba, której rozwiązanie jest poddawane krytyce nie czuje się przy tym, jak skończony idiota. To tak jakby działanie pro-zespołowe – chyba warto.

Niezwykła burza mózgów

Standardowa burza mózgów nie pozwala na dyskusje. Stawia też na ilość, zamiast jakość. „Plussing” pozwala pracować nad jakością oraz dopracowywać szczegóły omawianych rozwiązań. Zdecydowanie jestem za tym podejściem, chociaż kiedyś uważałem, że burza mózgów to lek instant na wszystko. Niestety nie jest.

Dwa sposoby na wprowadzenie „plussingu” u siebie

Jeżeli masz już dość jałowych dyskusji i spotkań, które nic nie wnoszą, to może czas wypróbować „plussing” u siebie. Pixar wykorzystał dwie strategie, które pomogły im uzupełnić swoją kulturę pracy o ten element.

Przede wszystkim zaczęli od zmiany języka, którym komunikowali się ze sobą animatorzy. Odpowiedni dobór słów przy udzielaniu informacji zwrotnej to kluczowa rzecz. Pixar postanowił sobie za cel, eliminację słów i zdań, które zabijały w ludziach kreatywność. W ten oto sposób pozbyli się ze swojego słownika takich zwrotów jak:

  • tak, ale…
  • to się nigdy nie uda…
  • to jest bez sensu…

A zamiast nich wprowadzili zwroty typu:

  • tak, i…
  • zastanówmy się, co by było gdyby…
  • a gdybyśmy zrobili to inaczej…

Oczywiście zmiana języka nie odbyła się z dnia na dzień. To był proces, w który musieli zaangażować się wszyscy, a przede wszystkim teamleaderzy. I tutaj przechodzimy do drugiej strategii.

Przy wprowadzaniu „plussingu” do Pixaru zaangażowano teamleaderów i menadżerów, którzy mieli dawać przykład reszcie zespołu. I dawali. I zagrało. Bez tego elementu sam pomysł na zmianę języka nie miałby racji bytu. I tak naprawdę, nie jest ważne, co chcecie zmienić w swoich firmach – jeżeli przykład nie pójdzie z góry, to całe przedsięwzięcie bardzo szybko upadnie. Zresztą, co ja Ci będę tłumaczył – wiesz, jak jest.

Co sądzisz o „plussingu”?

No, właśnie. Jak jest u Ciebie w firmie? Udzielacie sobie informacji zwrotnej za pomocą zwrotu „tak, i…” czy jak 9/10 firm rozmawiacie ze sobą za pomocą „tak, ale…”? Daj znać w komentarzu i do następnego wpisu!

*Oczywiście istnieje (niecenzuralny) wyjątek od tej reguły.

  • Paulina Basta

    Tym razem zachęcił mnie bardzo tytuł, ale przyznam, że myślałam, że pójdziesz w trochę innym kierunku, Mać.
    Sama myślę, że złe pomysły istnieją i nie ma w tym nic złego, żeby o tym mówić. Oczywiście „jak” gra tu wielką rolę, ale przy dobrej moderacji, nawet sam nadawca głupoty, doceni, że grupa nie ciągnie jego wątku dalej. Nie chodzi o obcinanie ludziom skrzydeł, ale uczciwość komunikacyjną. Nie wszystkie pomysły są rakietą i już. Im szybciej nauczymy się z tym (normalnie, bez emocji) radzić, tym lepiej dla nas.
    Plussing też OK, wszystko w odpowiednich proporcjach.
    Ot, taka opinia…:)

    • Ludzie mają w większości bez sensu pomysły, wyłuskanie tych najlepszych to dopiero sztuka + niepoddawanie się w generowaniu kolejnych (nawet tych słabych). Opinie zawsze mile widziane 🙂

      • Paulina Basta

        Ja bym chyba raczej powiedziała, że w większości nasze pomysły po prostu nie są…nowe. Ani nie bez sensu, ani nie odkrywcze. W szarej dziurze po środku. Czasami jednak, w grupie, od jednej szarości, potrafimy przejść w stronę coraz bardziej wyrazistych kolorów… Taki, jakby kolektywny proces twórczy…

  • Dzięki za fajny tekst. Warto do niego dopisać jedną uwagę. „Krytyka” jest jak najbardziej ok. jeśli idzie za nią merytoryka („Żle to zrobiłeś, bo za słabo dokręciłeś śrubkę. A to może spowodować wypadnięcie koła.”) oraz propozycje rozwiązań („Na drugi raz weź klucz manometrycziy i dokręć do X newtonów”). Jeśli zaś jest to tylko „marudzenie” („Ty zawsze źle dokręcasz śrubki!”), to po prostu… krytykanctwo.

    • Krytykanctwu zawsze należy mówić „nie”, bo to prowadzi donikąd. Mam wrażenie, że jakby w organizacjach kładziono nacisk na prawidłowe (albo chociaż mniej niszczycielskie) przekazywanie inf. zwrotnej, wszystkim byłoby łatwiej.

      Dzięki Jarek za komentarz! Zaglądaj do nas częściej 😉

  • Plussing dobra rzecz, bardzo mi się podoba! Dla zainteresowanych dodam, że IMHO najlepszą metodą na nauczenie się takiego sposobu komentowania jest gra „Honor i Krew”, gdzie możemy zmieniać fabułę dodają nowe elementy opowieści, takie, które wzbogacają ale nie zmieniają już zaistniałych faktów. Kolejna mała cegiełka dowodząca, że gry fabularne uczą komunikacji. #głośnomyślę

    • O, tak. HiK pasuje idealnie! 🙂

  • Tak sobie stoję w korku już ponad godzinę i sumie dobrze bo dzięki temu na Twój post trafiłem:-) Ciekawa sprawa z sposobem tworzenia przez Pixar, chciałbym wziąć udział w takim ich spotkaniu i zbadać gdzie leży dokładnie ten mały niuans w sposobie pracy który daje takie efekty. MMiałeś może przyjemność z kimś z nich porozmawiać?

    Na sesjach które moderuję w firmach pokazuję dwie
    Rzeczy: krytykanctwo ogranicza zaangażowanie I powoduje starcia oraz udowadnianie sobie na wzajem że moj pomysł jest mojszy lepszy:-)
    Druga rzecz: przed sesją każdy z uczestników musi znać tzw wzór ma idealne rozwiązanie problemu obejmujące cel do osiągnięcia I kryteria jakie musi spełniać aby mogło być zrealizowane. Wtedy nie my się krytycznie w kontekście krytykanctwwa lecz myśli się kryteriami. Ta świadomość powoduje że zespół pracuje ma kreatywnym rozwiązaniem spełniającym cel i kryteria.
    To tak w duzum skrócie moje doswiaczenia pozdrawiam z zakorkowanej a4 Tomek

    • Hej Tomku!
      Niestety, nie miałem przyjemności omówić tego z pracownikiem Pixara – dobry pomysł. Spróbuję się z jakimś skontaktować 🙂

      Druga rzecz brzmi naprawdę nieźle. Zakładam, że daje świetne efekty podczas sesji brainstormingowej.

  • Ika

    Cześć. Plussing -już samo słowo brzmi dobrze 😉 Ciekawa strategia, nie jest chyba jednak w opozycji do burzy mózgu. Pasuje bardziej do sytuacji, w których już działamy zwłaszcza na konkretach. Burzę mózgu traktuję jako punkt wyjścia do dalszej pracy (np plussingu ;-)) oraz jako metodę odblokowania kreatywności, zwłaszcza wśród osób, które nie są do tego przyzwyczajone. Wtedy krytyka każdego rodzaju jest zbędna. Im „głupsze” pomysły, tym lepiej.A potem to, co wypracowaliśmy, poddajemy obróbce.

    • Cześć Ika!
      Ciekawy punkt widzenia – w zasadzie, trudno się z nim nie zgodzić 😉 Największe wyzwanie w burzach mózgów, to właśnie odblokowanie kreatywności uczestników.