„Nie mam czasu!” „Działaj w skali mikro”

Żyjemy w czasach niedospania, nadgodzin i permanentnego braku czasu. Im człowiek starszy tym mniej czasu ma. Tu rodzina, tam kariera, sąsiad się remontuje, szef się wścieka, a kontrahenci nie zapłacili faktur. Istny „pieprznik”! Gdy dobiję do pięćdziesiątki pewnie zabraknie czasu by wziąć oddech. Jak w ten harmider spraw i obowiązków wcisnąć coś jeszcze? Jak się zrelaksować? Przecież „nie mam (na nic) czasu”. Opowiem jak to działa u mnie.

1. Zacznij postrzegać to jako wybór (zrezygnuj z czegoś)

To, że jestem zapracowany, biorę zlecenia „po godzinach”, nadrabiam lektury późną nocą, poświęcam maksimum czasu rodzinie, śpię dłużej w soboty, wolę posiedzieć przed telewizorem niż w knajpie to ZAWSZE moje wybory. Nie jest tak, że mam mniej czasu od innych, doba jest taka sama dla wszystkim. Ustalam priorytety (czasem nieświadomie) i sięgam po te najwyższe w danym momencie. Aby odzyskać trochę doby wcale nie musisz być bardziej produktywny czy korzystać z wyrafinowanych sposobów poprawy jakości pracy. Czasami wystarczy odważnie powiedzieć „NIE”, np.

  • minimalizując pracę poza biurem,
  • wziąć dzień wolny,
  • odpuścić kolejny serial itp.

Niełatwa rzecz. Zapisz wszystkie swoje zadania i zajmij się od razu tymi, które możesz szybko skończyć lub tymi, które są dla Ciebie największym ciężarem. Wyeliminuj je tak szybko jak się da i – najważniejsze – nie zapełniaj od razu miejsca po nich.

To, że nakładamy na siebie ambitne cele nie jest złe samo w sobie. Bywa jednak głupie. Szczególnie gdy od nadmiaru obowiązków naszym jedynym relaksem staje się mało efektowny pad w niepościelone od kilku dni łóżko.

2. Plan od A do Z, to zły plan. Planuj do T, lub lepiej do M.

Jeśli masz za dużo zadań i nie jesteś w stanie już nic wcisnąć do kalendarza to pędzisz prostą drogą do wypalenia. Jeśli przy okazji, któreś zadanie pójdzie nie po Twojej myśli to plan dnia, tygodnia lub nawet miesiąca legnie jak kolos o glinianych nogach. Później już tylko frustracja, stres, nieprzespane noce. Taki plan A-Z to Twój wybór. Zmień go.

U mnie najlepiej sprawdza się planowanie 60-70% czasu. Zawsze mam wtedy kilka godzin na nieoczekiwanie sprawy, błędy czy relaks. Nigdy nie przewidzimy wszystkiego, ale zawsze możemy zaplanować czas na sprawy nieprzewidziane.

3. Zmień podstawowe nawyki

Codzienność składa się z wielu powtarzalnych czynności. Gdy jesteśmy przytłoczeni obowiązkami, ta rutyna potrafi tylko dobić. Znów ten sam tramwaj, słaba kawa z automatu, a do tego leje i… głowa mnie boli. Jako zwykły śmiertelnik nie masz wpływu na deszcz, ale możesz wprowadzić niewielkie zmiany, które wybiją Cię z rutyny i wniosą potrzebny powiew świeżości:

  • wybierz inną niż zwykle drogę do pracy
  • sięgnij bo inny środek lokomocji albo pójdź pieszo
  • zrób zakupy w innym sklepie
  • wyjdź na spacer w ramach przerwy w pracy
  • wstań 15 minut wcześniej lub później
  • wybierz schody zamiast windy
  • wypij szklankę zimnej wody, zamiast gorącej kawy
  • jeśli jeździsz autem zaparkuj w innym miejscu albo w inny sposób (tyłem, bokiem itd.)
  • szukaj swojego sposobu

To pozornie niewielkie zmiany, ale pozwalają otworzyć się na nowe możliwości, a także wnoszą niezbędne odświeżenie.

4. Mikroaktywności

Ostatnio odkryłem, że aby równoważyć ogromne wysiłki codzienności, nie potrzeba nam ogromnego odpoczynku. Istotne jest by czas, który odzyskujemy (patrz pkt.1) spożytkować w wartościowy sposób.

Jeśli odzyskamy z naszej doby chociaż 30-60 minut to jest to już fajna przestrzeń do tego by zająć się sobą. Dodajmy do tego konieczne dla naszych głów odświeżenie po zmianie nawyków i otrzymujemy idealną receptę na zrównoważenie trudów dnia.

Co zrobić z tą szaloną ilością czasu wolnego. W filozofii mikroaktywności chodzi o to by robić po prostu to co się lubi. Ja wybieram:

  • gotowanie, bo lubię i sprawiam tym też przyjemność mojej rodzinie (chyba, że danie się nie uda)
  • nadrabiam zaległości w lekturach, mimo, że 60 minut to za mało by „wsiąknąć” w książkę, ale wystarczająco by fabuła nie skostniała
  • jeśli bolą mnie oczy słucham audiobooków, szczególnie, że można wtedy też porobić coś manualnie (prace domowe zawsze na plus)
  • gram w gry planszowe, bo lubię bez prądu, a przy tym dobrze działają na wyobraźnię i szare komórki
  • piszę bloga, bo dobrze jest się podzielić doświadczeniem lub po prostu wygadać
  • spaceruję, moja branża to krzesło, komputer, głowa i oko, naprawdę można od tego przytyć.

Każda z tych aktywności mieści się zazwyczaj w godzinie. Mogę się wtedy poświęcić danej aktywności bez jednoczesnego poczucia, że zarzucam w jakiś sposób moje obowiązki zawodowe czy rodzinne. Wnoszą też one popularny work-life balance. Świadomość, że robię coś z myślą o sobie pozwala mi aktywnie odpoczywać.

Zachęcam do szukania własnej drogi. Na bazie w/w zasad można nie tylko odbudować własny spokój, ale przede wszystkim zamienić brak czasu na jego świadome pożytkowanie.

  • Teresa

    Bardzo ciekawie napisane. 😉 Często ludzie boją się powiedzieć, że mają wolne, bo myślą że inni odbiorą ich jako leni i nieudaczników. A dla mnie to, że mam dla siebie wolny czas oznacza, właśnie dobre ustalenie priorytetów. Zamiast pchać się w kolejny projekt, który nic nie wniesie do mojego życia, wolę zrobić swoje zadania na dziś i zabrać psa na długi spacer albo spotkać się ze znajomymi.

    • Odwaga mówienia nie, kluczowa sprawa. Brawo za podejście i dzięki za Twój głos. Zapraszam do bycia głośnym w komentarzach 🙂